Umowa z Ulga od Długu – moja ocena

Umowa w programie oddłużeniowym Ulga od Długu

W oczekiwaniu na rozwój wydarzeń chciałam omówić z Wami pokrótce umowę z ulgą od długu, którą podpisałam. Nie miałam styczności z prawem, nawet seriale o tej tematyce omijałam szerokim łukiem. Dlatego też postanowiłam zrozumieć umowę na tyle dokładnie, by być pewną tego, co podpisuję. Stwierdziłam przed podpisaniem, że rozgryzę ją sama, a o ewentualne niezrozumiałe kwestie zapytam na jakimś forum. W końcu można liczyć na darmowe porady w Internecie.

Ale dobrze, przejdźmy do konkretów, czyli analizy umowy przeze mnie. Zatem przez kogoś, kto nie jest żadnym prawnym specjalistą. Na samym początku oczywiście pierwsza strona – tytuł, który wskazywał jasno to, czego sprawa dotyczy: „UMOWA NA POMOC PRAWNĄ PRZY REDUKCJI ZADŁUŻENIA NR …”. Dalej znajdowały się dane, które podałam podczas rozmowy ze specjalistą oraz definicje wyrażeń zawartych w umowie.

Wszystko się zgadzało. Dane jak i wybrana przeze mnie dyspozycja do wpłaty były takie, jak przekazałam. Kolejna strona również zawierała wyjaśnienia wszelkich wyrażeń. Większość kwestii wyjaśnił już agent, ale postanowiłam dla pewności przeczytać je kilka razy. W końcu kruczki w umowach są praktycznie niezauważalne.

Ulga od Długu – koszty

Dalszy etap to mowa o kosztach całego procesu oddłużeniowego, które również dokładnie wytłumaczył mi konsultant. Comiesięczna opłata serwisowa 65 złotych netto, opłata początkowa 5.25% netto (w moim przypadku 1000 złotych) oraz tzw. „wynagrodzenie od sukcesu”, które wynosiło 25% netto umorzonej kwoty. Szczerze mówiąc koszty były dla mnie bardzo sprawiedliwe, bo wyglądało na to, że kancelaria ma naturalną i uzasadnioną motywację do tego, by osiągnąć jak najlepsze porozumienie z wierzycielem. Koszty są jasne i klarowne, więc przechodzimy dalej.

Czy umowa w Programie Ulga od Długu zawiera jasne zapisy?

W dalszej części umowy znajdujemy zapis, który wg mnie w pełni oddaje ducha programu. Mimo, że konsultant zapewniał mnie o tym, iż kancelaria zajmuje się wszystkim, to jednak często wskazywał na to, że potrzebna jest tu przede wszystkim samodyscyplina osoby aplikującej do programu „Ulga do długu”. Chęć oddłużenia i tym samym chęć regularnych wpłat przypadku działania z kancelarią jest niezwykle istotna.

I dopiero po przeczytaniu tego zdania uświadomiłam sobie, że przecież to oczywiste: „Na podstawie niniejszej Umowy, Kancelaria podejmuje się świadczenia Klientowi opisanych usług (prawnych i innych dotyczących redukcji zadłużenia), w sposób i na zasadach opisanych w niniejszej Umowie oraz zgodnie z obowiązującym prawem, natomiast Klient zobowiązuje się do realizacji płatności i współpracy z Kancelarią na warunkach wskazanych w Umowie.”

Coś za coś, tak to rozumiałam. Przecież to nic innego jak usługa wsparcia prawnego.

Kolejny paragraf to wskazanie na ogólne warunki przystąpienia do „Planu Redukcji Zadłużenia”. Nie dowiedziałam się z tego nic nowego, bo znowu przypomniałam sobie o tym, co przekazał mi konsultant.  W skrócie są to warunki przystąpienia, kwalifikacja oraz informacja o pierwszej wpłacie, która powinna rozpocząć cały program „Ulga od długu”.

Czy usługa jest kompleksowa?

Przy kolejnym paragrafie „Zakres usług Kancelarii” zatrzymałam się na dłużej. Ta część umowy Ulgi od Długu mówi nam o tym, czym dokładnie zajmuje się kancelaria. Pomyślałam, że to wszystko to zapewne standardowe czynności. Tylko jak będę mogła zweryfikować pracę kancelarii? Konsultant powtarzał mi, że usługa jest kompleksowa. Tutaj miałam wątpliwości. Dlaczego? Oddając całą sprawę komuś innemu bałam się, że w razie problemów zostanę ze wszystkim sama. Wszystko wyjaśniło się jednak, gdy doczytałam kolejne, bardzo istotne podpunkty.

Szczególnie zainteresował mnie jeden z nich: „Stałe, nie rzadziej niż jeden raz w miesiącu, informowanie Klienta w formie pisemnego raportu (wysyłanego drogą mailową) o podejmowanych przez Kancelarię czynnościach wobec Wierzycieli oraz otrzymywanej korespondencji.”

Odetchnęłam z ulgą. Obawiałam się, że będę musiała codziennie się przypominać, czego bardzo nie lubię. I chyba nikt nie lubi, prawda? Jestem tylko ciekawa tego jak ten raport będzie wyglądał (w końcu cały proces oddłużeniowy wydaje się być dość skomplikowaną procedurą, obejmującą zaangażowanie wielu osób).

Ale dobrze, przyjrzyjmy się kolejnym paragrafom. Dalej znajdujemy takie jak „Prawa i obowiązki Kancelarii.”, która deklaruje, że posiada niezbędną wiedzę i zaplecze do tego, by zająć się sprawą (całe szczęście! ;)). Kancelaria w tym też momencie wskazuje na to, iż nie ponosi odpowiedzialności za wprowadzenie w błąd przez osobę aplikującą do programu.

W sumie jest to jak najbardziej logiczne, ale nie miałam z tym problemu, bo postarałam się o to, by dane zgadzały się ze stanem faktycznym.

Jakie są moje obowiązki?

Następny paragraf „Prawa, obowiązki i oświadczenia Klienta.” Podsumował na początku kwotę, którą zgłosiłam do „Ulgi od długu”. Dalej mogłam zauważyć listę swoich obowiązków tj. na przykład uiszczanie wpłat terminowo czy przekazywanie właściwych dokumentów. Wszystkiego miałam świadomość, dokumenty były przygotowane – byłam spokojna.

Przeglądając kolejne zapisy obawiałam się jednego. Co, jeśli ugody nie dojdą do skutku i moi wierzyciele skierują sprawy na drogę sądową? W umowie z Ulgą od Długu znalazłam jedynie zapis, że kancelaria nie ponosi odpowiedzialności za brak ugody. Jak się domyślacie nie napawało mnie to optymizmem. Postanowiłam zadzwonić do konsultanta, który przyjmował mój wniosek (byłam bardzo ciekawa jak z tego wybrnie). Zadzwoniłam. Rozmowa nie była krótka, ale opierała się na tych samych zapewnieniach: kancelarii zależy na tym, by wierzyciel był zadowolony tak samo jak osoba zadłużona. Czy to możliwe? Właśnie po rozmowie jestem w stanie to zrozumieć i nawet uwierzyć. Jakim cudem? Już wyjaśniam.

Czy to się uda?

Wróciłam tu przede wszystkim do tego, co przecież sama sobie wskazywałam. Skoro zwróciłam kapitał, to nie będą na śmierć i życie dążyć do tego, by odzyskać kosmiczne odsetki. Nawet „chłopski rozum” jasno wskazywał fakt, że sprawa jest jak najbardziej do wygrania. Gdy wszystko to ułożyłam sobie w głowie, to poczułam, jakbym w pełni świadomie i podświadomie odetchnęła z ulgą.

Kolejny paragraf wskazywał kwotę miesięcznej wpłaty oraz numer indywidualnego konta bankowego (moje pieniądze kumulowane były na konkretnym, przypisanym do mnie rachunku).

Dalej znajdowały się informacje nt. długości programu, możliwości rozpoczęcia działań kancelarii przed 14 dniami (czas na ewentualne odstąpienie), postanowienia końcowe i osobny załącznik nt. przetwarzania danych osobowych. Oczywiście była też informacja, iż w razie niedokonywania wpłat kancelaria wypowie umowę. To jednak chyba oczywiste, prawda?

Tak właśnie przebrnęłam przez umowę. Przyznam się szczerze, że cała moja „profesjonalna” analiza zajęła mi niecałe dwie godziny. Mimo braku znajomości prawa zapisy wydawały mi się zrozumiałe i logiczne. Jestem z siebie dumna! Gdyby nie mała pomoc konsultanta stwierdziłabym, że podołałam zadaniu w stu procentach. Tak czy siak poczułam się pewniej, a na tym najbardziej mi zależało.

Od momentu dołączenia do programu „Ulga od długu” żyję tylko z jedną myślą: dam radę. Co prawda nutka niepewności jak zawsze jest, ale wierzę. Wierzę, że to dopiero początek pozytywnej zmiany.

Trzymajcie kciuki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s